Urban Playground #10

Kiedy?: niedz. 14 października 2007 16:00
Start: Fontanna ze Złotą Kaczką przy Tamce
Poczta: kb1985@gmail.com


Spójrz na miasto jak na wielką planszę do gry. Setki miejsc, tysiące obiektów, dziesiątki tysięcy osób. Atmosfera rywalizacji wypełnia szare ulice i wlewa się do budynków, jednak tylko nieliczni wiedzą jak grać - czy jesteś wśród nich?

Jak wejść do gry? Już w najbliższą niedzielę, 14 X 2007, odbędzie się jubileuszowa, dziesiąta odsłona Urban Playground. Tym razem o 33% więcej UP w UP - bawimy się aż przez 60 minut! Weź wygodne buty, sprawny długopis, dużo samozaparacia, odrobinę optymizmu i staw się na Powiślu na Tamce, przy fontannie ze Złotą Kaczką. Czekają cię zagadkowe, pełne wysiłku fizycznego i umysłowego, poszukiwania rozsianych po mieście agentów, mających przy sobie słowa, które musisz zdobyć. Ile z nich uda ci się zebrać? O godzinie 16:00 w okolicy fontanny pojawi się człowiek w białym kombinezonie, który wciągnie cię do gry, gdy zwrócisz się do niego słowami "Nasza ostatnia szansa".

Wszystko odbywa się na "planszy" będącej fragmentem tkanki miejskiej Warszawy (ulice, budynki, zakamarki). Celem uczestników będzie odnalezienie... ale o tym na miejscu.

Wyniki rozgrywki zostaną opublikowane na stronie www.urban-playground.org

Pamiętaj! Miasto to gra.

      Znużony poszukiwaniami elementów czwartego zdania Pluton usiadł nad brzegiem Wisły i wbił wzrok w jej mętny strumień. Magiczny zlepek słów nie zrobił na nim wrażenia. Polecenia Miejskiego Negatywa wykonywał od niechcenia, bez lęku ani niepokoju. Nawet nie pytał po co to wszystko, jak długo jeszcze i co dalej, a jeśli już, to raczej kierowała nim chęć zamanifestowania swojego znudzenia, niż dowiedzenia się czegoś konkretnego. Gdyby starszy pan z teczką nie powiedział mu w czym rzecz, Pluton prawdopodobnie nawet teraz nie byłby świadom tego co robi. Takim był już typem człowieka – żył bezrefleksyjnie i nie wykazywał specjalnego zainteresowania tym, co dzieje się wokół niego.
      Miejski Negatyw nie lubił takich graczy.
      - Plutonie? – odezwała postać w bieli, która niespodziewanie pojawiła się za jego plecami.
      - Tak? – Pluton nawet nie zauważył, że tym razem Miejski Negatyw nie pogratulował mu odnalezienia kompletu słów kolejnego zdania.
      - Mam do ciebie jeszcze jedną prośbę - powiedział spokojnym głosem Miejski Negatyw.
      - Jaką?
      - Otwórz - odrzekła postać w bieli i wręczyła Plutonowi szarą kopertę niewielkiego formatu.
      W środku było czarno-białe zdjęcie.
      - Odszukaj dziewczynę z fotografii – wyjaśnił Miejski Negatyw.
      - Kim ona jest?
      - Zapytasz się jej o to osobiście, kiedy ją odnajdziesz.
      - A jak mam to zrobić?
      - Mieszka w pewnej opuszczonej fabryce. Na odwrocie masz adres.
      - Wiesz gdzie mieszka?
      - Oczywiście – odpowiedziała postać w bieli.
      - Dlaczego więc sam do niej nie pójdziesz?
      - Takie są reguły gry.
      - Przecież sam je ustalasz.
      - Oczywiście – zakończył Miejski Negatyw i odwrócił się tyłem do Plutona, dając do zrozumienia, że ten temat jest już zamknięty i dalsze zadawanie pytań nie ma sensu. – Idź już.
      Pluton odwrócił fotografię i spojrzał na zapisany z tyłu adres.
      - Wiesz gdzie to jest? – zapytała postać w bieli.
      - Tak, stara fabryka... lamp do kineskopów?
      - Zakłady Wytwórcze Lamp Elektrycznych i Rtęciowych im. Róży Luksemburg, tak. Mam nadzieję, że dobrze się spiszesz.
      - A słowa? Co z piątym zdaniem?
      - Ta sprawa jest już zamknięta. Skoncentruj się na ważniejszych rzeczach.
      Pluton jeszcze raz spojrzał na dziewczynę z fotografii.

      A co by się stało, gdyby Miejski Negatyw pewnego dnia zadecydował inaczej? Gdyby po prostu stwierdził, że już nie chce grać dalej? Gdyby postanowił szkodzić temu miastu tak bardzo jak tylko może, nie niszcząc go jednocześnie? Starszy mężczyzna z walizką nie chciał nawet o tym myśleć. Postanowił zniszczyć istotę w bieli raz na zawsze. Chciał w końcu zakończyć ten chory cykl dwunastu zdań. Jest tylko jeden problem. Miejski Negatyw może zniknąć jedynie wraz z miastem.
      Czy więc jedyną drogą do pokonania istoty w bieli jest zniszczenie całego miasta? A może wystarczy przestrzec jego mieszkańców przed Miejskim Negatywem i sprawić by nie miał już z kim grać? Tylko jak dotrzeć do osób, które postać w bieli uznałaby za interesujących graczy? Jak spośród dwóch milionów, odnaleźć tych, którzy są potencjalnymi ofiarami Miejskiego Negatywa?
      Starszy mężczyzna z teczką myślał nad tym długo, ale nie mógł znaleźć odpowiedzi. Jak ich odnaleźć?
      A co by się stało, gdyby Miejski Negatyw zmienił zasady gry? Nie jest dobrze, gdy to jeden z graczy je ustala. Zwłaszcza gdy gra toczy się o tak wysoką stawkę.
      Nagle starszy mężczyzna uświadomił sobie jeszcze jedną rzecz. Jeśli to Miejski Negatyw ustala reguły, to mógłby przecież zniknąć raz na zawsze także wtedy, gdyby sam o tym zadecydował. Tylko jak go do tego przekonać?
      Tyle wątpliwości i pytań bez odpowiedzi. Tak wiele możliwych dróg, a być może żadna z nich nie jest słuszna. W jaki sposób dostrzec obrazek z układanki, gdy nie ma się wszystkich jej elementów?
      Starszy mężczyzna z teczką nie mógł wiedzieć, że Miejski Negatyw uważnie przygląda się graczom, których wybrał. Obserwuje ich zawsze kiedy chce i widzi wszystko co robią, oraz słyszy każde słowo o którym pomyślą.
      Starszy mężczyzna z teczką nie wiedział też, że częścią rozgrywki można stać się nawet nie będąc tego świadomym. Bo to nie ty ustalasz reguły, tylko on. Przekleństwo tego miasta. Miejski Negatyw. Ten, który widzi to, co widzą oczy jego gracza, słyszy to, co słyszą jego uszy i bezustannie skanuje jego myśli.
      Najwyraźniej tym razem postać w bieli wybrała więcej niż jedną ofiarę. To była piękna rozgrywka.

      Pluton zatrzymał się na chwilę na placu przy stacji metra Centrum i otworzył puszkę gazowanego napoju. Był wieczór, słońce powoli zachodziło, a tłumy mieszkańców Warszawy wciąż w zawrotnym tempie przetaczały się przez centrum miasta.
      Pluton dopił napój, zgniótł pustą puszkę i wyciągnął skądś drugą. Bąbelki zabulgotały w przełyku. Przechodząca obok starsza pani zerknęła na Plutona ze współczuciem, a on spojrzał na nią pytającym wzrokiem.
      - To cię kiedyś zabije, młody człowieku – powiedziała.
      Pluton wskazał na stojącą nieopodal grupę palaczy.
      - Każdy wykańcza się czym chce – odparł.
      Staruszka pokręciła głową i poszła dalej. Pluton utkwił wzrok w papierosowym dymie, który z gracją unosił się w powietrzu. Nagle usłyszał głos za swoimi plecami.
      - To prawda, oni zginą przez papierosy – odezwała się stojąca za Plutonem kobieta i zawiesiła na chwilę głos. – Ale tobie nie zaszkodzą te puszki.
      Pluton odwrócił się.
      - Słucham?
      - Wróżba dłoni, wróżba z oczu, wróżba z języka? Powiem ci co chcesz wiedzieć i to czego nie chcesz wiedzieć.
      - Jeśli naprawdę myśli pani, że...
      - Widziałam dłonie niejednego sceptyka. Patrzyłam im w oczy dłużej, niż by tego chcieli.
      Pluton sięgnął do kieszeni po jakieś drobne, licząc, że o to chodzi samozwańczej wróżbitce.
      - Ale dla ciebie mam wróżbę z magicznej książeczki – powiedziała wróżbitka przytrzymując Plutona za rękę, zupełnie tak jakby chciała powstrzymać jego nerwowe poszukiwania drobnych.
      - Tej książeczki? – zaśmiał się Pluton wskazując na trzymany przez wróżbitkę tomik, który wyglądał na zbiór bajek czy opowiadań dla dzieci
      - Tak – odrzekła kobieta ignorując drwiący ton głosu Plutona i podała mu do ręki książkę. - Otwórz!
      Pluton chwycił książkę i szybkim ruchem postanowił otworzyć ją na losowej stronie, jednak kartki wyślizgnęły mu się spomiędzy palców i ujrzał tylko zieleń wewnętrznej strony okładki.
      - I co to znaczy? – zapytał z krzywym uśmiechem.
      - Kolor zielony – powiedziała być może nawet przesadnie poważnym tonem wróżbitka.
      - To widzę.
      - Wybierz inną stronę – zachęcała wróżbitka.
      Pluton wbił paznokieć pomiędzy dwie przypadkowe kartki i otworzył książeczkę. Z obrazka patrzyła na niego emanująca światłem drobna kobieca postać ze skrzydełkami.
      - Wróżka? – postanowił upewnić się Pluton.
      - Najwyraźniej – powiedziała kobieta i zabrała Plutonowi książkę. - Teraz już wiesz, że nie zabiją cię te twoje toksyczne napoje - uśmiechnęła się i bez słowa ruszyła przed siebie wolnym krokiem.
      - I co? To by było na tyle? - krzyknął za nią, jednak kobieta nic nie odpowiedziała. - To już cała wróżba? - Pluton podniósł głos jeszcze bardziej. - Jestem rozczarowany! To znaczy co? – dopytywał. – Chyba nie wykończy mnie jakaś zielona wróżka?
      Ciemne chmury przysłoniły niebo, a zegar na Pałacu Kultury spowiła gęsta mgła.